Geoblog.pl    ngc    Podróże    Tatry    Dzień 3
Zwiń mapę
2007
23
sie

Dzień 3

 
Słowacja
Słowacja, Liptovska Mara
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 90 km
 
Wczesna pobudka, robimy wszystko tym samym tempem, przynajmniej tak nam się wydaje ale z campingu ruszamy o... 11... Gosia jest trochę zła, ma na co: grzebie się jak ostatni leń.

Ruszamy dalej, 25 kilometrów spokojnej jazdy kończy się w Zubrzec, mijamy jeszcze kamieniołom położony przy szosie i zaczynają się kolejne podjazdy. Cóż - taki to urok gór. Kolejne 10 kilometrów mija na walce z silnym wiatrm czołowym i... samym sobą. Przeklinam teraz bagaż któremu jestem tak wdzięczny za swój byt wieczorami. Grawitacja robi swoje, a my zabraliśmy wszystko co niezbędne (- "Gosia, zostaw tą suszarkę, nie będzie prądu", -"To po jaką cholerę wziąłęś toster?" [żarcik taki :D]).
Mięsnie już rozgrzane, dawka magnezu i węglowodanów podana z rana, skórki od bananów kilkaset metrów za nami.
Kończy się podjazd, wyjeżdżamy z lasu przed miejscowość Huty.
- "Wow" słyszę.
- "Warto było ?"
- Warto, każdej kropli potu" mówi Gosia i prosi o mleczko w tubce

Wyciągamy aparaty i focimy. Nie robimy przerwy, czeka nas zjazd i trochę prostych a potem kolejny podjazd który wizimy już stąd, ale czujemy że będzie dobrze.
Ruszamy. Po lewej stronie szczyty Tatrzańskiego Parku Narodowego, po prawej widok na Kopec, Lomy.
W północnej częsci słowacji nie znajdujemy małych wsi które znamy z Polski, każda mijana wieś to kilkutysięczne miasteczko z conajmnmiej kilkoma pubami i sklepami [Potravinky]. I kościołem oczywiście :)
Dojeżdżamy do punktu widokowego, kolejne "Wow". Jesteśmy przy Holicy. Malownicza panorama gór któa rekompensuję każdy ból. Mimo dobrej pogody zakładamy kurtki, teraz czas na nagrodę. PRzez 20 minut używamy wyłąznie hamulcy, prędkość dochodzi do 60 km/h, uwierzcie mi że z bagażnikiem to naprawdę da się odczuć.
Około godziny 18 dojeżdżamy do Camplandu, przy Litpovska Mara.
Płacimy 305 koron za dwoje dorosłych, mały namiot i opłat klimatyczną. Camping jest najlepiej wyposażony, i warty swojej ceny jesli ktoś chciałby przyjechać tutaj na kilka dni. Są place zabaw dla dzieci, dwa pubo - restauracje, dobre prysznice, dobrze wyposazona plaża.

Bez pośpiechu robimy obiad, po im gosia zajmuje się praniem, ja rozstawiam namiot, zmywam naczynia. Jak w dobrym małżeństwie. Na obiad - ryż z fasolą i Tunczyk (czy wiesz ze po łacinie Tuna, a więc tuńczyk znaczy mniej więcej: "Przyjaciel rowerzysty" ?).
Po spacerze nad jeziorem idziemy spać trochę wcześniej niż zwykle, jst 22.15. Dokładnie o północy budzą nas błyskawice. Zaintrygowany burzą tracę rozum i leże czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Burza nie do opisania. Nie błyska "normalnie", ta burza to 15 minut błysków które pojawiają się częście niż co sekundę. Otwieramy namiot zeby popatrzeć i zauważamy ubrania - jeszcze suche i wszystkie. Oczywiście nikt nie wpada na pomysł żeby zdjąć je przed deszczem - zresztą i tak są mokre po praniu. Tyle tylko, że....

Budzimy się o 8. W oczy od razu rzucają się puste sznurki na ubrania. Tym sposobem tracę koszulki kolarskie, rękawiczki i okulary. W nocy kiedy nie było światła musiał okraść mnie jakiś kolarz. Dobrze że nie fotograf bo sprzetu foto bym nie darował.

Skrót telegrafizny z ziemi obcej:

Jedna burza jakiej mieszkaniec nizin północy nigdy na oczy nie widział
Cztery zmęczone seksowne łydki :D
305 koron czeskich za Camping
2x ogromnieprzeraźliwiewielki męczacy do ostatniej kropli potu podjazd
1x 1339 metrów - Holica.

Czwartek, 61,74 km; avg 16,69; max 59
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
ngc
Piotr Krężel
zwiedził 1% świata (2 państwa)
Zasoby: 8 wpisów8 0 komentarzy0 6 zdjęć6 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
21.08.2007 - 27.08.2007